Cykl Artykułów Pod Tytułem
FALA
Rozdział VIII
Gdziekolwiek
spojrzysz, tam Oblicze Boga
Autorka: Laura Knight-Jadczyk
Zanim
pójdziemy dalej z materiałem „Fali”, jest
kilka ważnych kwestii z ostatniej części, które
chcę przybliżyć. Według tego, co powiedzieli
Kasjopeanie, wydaje się, że nadejście
Fali równoległe jest do wzrostu świadomości
ludzi. Jest właściwie tak, że Fala zwiększa świadomość,
a następnie świadomość przyspiesza Falę –
coś w rodzaju sprzężenia zwrotnego.
I
nie tylko to. Wydaje się, że do czwartej gęstości
„zdadzą” jedynie ci ludzie, którzy zakończyli
pewne „lekcje”. Jak rozumiem, reszta znajdzie się na
na Ziemi trzeciej gęstości, która zostanie niemal
zniszczona w wyniku uderzenia komety, z wymiecionym z powierzchni
ziemi dobytkiem cywilizacyjnym i być może, chociaż nie
jestem tego pewna, pojęciowe możliwości wymagane do
odbudowania cywilizacji będą ograniczone z powodu nowego
„środowiska promieniowania kosmicznego”.
Nieprzyjemna perspektywa dla niektórych, ale dla innych
idea rozpoczęcia wszystkiego od nowa, od początku 3-ej
gęstości, i tysiące lat na przejście przez wiele
wcieleń i uczestniczenie w „rozkoszach ciała",
jest dość atrakcyjna. Oczywiście, z takim scenariuszem
przychodzi każde z tysiącleci wojny, głodu, choroby,
okrucieństwa i tak dalej, co jest nieodłączną
częścią egzystencji trzeciej gęstości. Dla
niektórych jednak jest to po prostu „cena”, którą
muszą zapłacić za swoje osobiste samokorzyści i
przyjemności. Model STS zawsze wybiera pobożne życzenia
typu: „TO mi się nie przydarzy! Jestem wyjątkiem!”
Inna
ważna kwestia dotycząca „grawitacji”.
Kasjopeanie powiedzieli, że tryb STS (Służenie Sobie)
jest odzwierciedleniem gromadzenia ciężkości, a STO
jest odzwierciedleniem rozpraszania ciężkości. Co to
może znaczyć i jakie następstwa się tu sugeruje?
Czy to koncepcja podobna do tej, której się domyślałam,
pisząc The Secret History of The World, gdzie mówiłam o
„Różnicy potencjałów kontaktowych”?
Czy to oznacza, że te siły na Ziemi, które pragną
kontrolować i które tak skutecznie oszukują
ludzkość, zamierzają rzeczywiście PRZYCZYNIĆ
SIĘ do „przyciągnięcia” fali do naszej
rzeczywistości, czyli do dokładnie tego, czego mogą
chcieć uniknąć?
I
co mogłoby oznaczać dla kogoś bycie w trybie
„gromadzenia ciężkości”, kiedy
„uderzy” fala? Czy wpłynie ona
na niego inaczej niż na kogoś, kto pozostaje w trybie
„rozpraszania ciężkości”?
Niemniej
jednak, mamy wielu innych ludzi, którzy chcą wiedzieć,
czego takiego musimy się nauczyć, by osiągnąć
„gotowość przejścia do następnej klasy”.
Wydaje się, że nie musimy BYĆ na wyższym
poziomie, by tam PÓJŚĆ… musimy jedynie
możliwie najgruntowniej przyswoić wiedzę o tym, co
jest TUTAJ. Rzuca to nieco inne światło na tę
sprawę, ponieważ zmniejsza ciężar winy, pod
którym ugina się większość ludzi
próbujących pracować nad awansem „duchowym”.
Uważają, że jeśli ciągle jeszcze „tego
nie robią” bądź nie są zdolni do działań
na wyższym poziomie, to w pewien sposób ponoszą za
to winę albo też są ułomni i zostaną w tyle.
Wydaje
się, że nie o to chodzi. Wydaje się raczej, że to
my sami mamy starać się poznać sposoby funkcjonowania
TEJ gęstości najdokładniej i najlepiej, jak to
możliwe. Cóż dobrego przyjdzie człowiekowi z
powiedzenia: „Och, nie mogę funkcjonować w tym
świecie, ponieważ naprawdę jestem na to wszystko ZBYT
uduchowiony!” A tak naprawdę, taka osoba nie ma pojęcia
o tej rzeczywistości i o tym, jak ona działa, nie może
więc w skuteczny i użyteczny dla siebie czy innych sposób
manewrować w tym środowisku. Pięknie i dobrze jest
chcieć pośredniczyć i pracować nad ulepszeniem
życia duszy i tego wszystkiego, co się z tym łączy,
ale jeśli nie daje to żadnego praktycznego rezultatu w
rzeczywistym świecie, czyż nie mamy prawa uważać,
że ta osoba ma jeszcze do wyuczenia parę lekcji związanych
z poruszaniem się po tym poziomie? Poniższe, zaczerpnięte
z poprzedniej części fragmenty, badają tę kwestię
w nowy i odmienny sposób.
O:
Widzisz, moja droga, kiedy przybędziesz do 4-ej gęstości,
wtedy zobaczysz.
P: (L) Jak u licha mam się tam dostać,
jeśli nie mogę tego „pojąć”?
O:
Kto mówi, że musisz to „pojąć”
zanim się tam dostaniesz?
P: (L) No cóż, to
prowadzi nas dokładnie z powrotem do: co zrobi Fala, by
poszerzyć tę świadomość. Jeśli bowiem
ta fala jest tym, co „tam cię zabierze”, co sprawia,
że tak jest?
O: Nie. To jest tak: gdzie pójdziesz po
zakończeniu wszystkich swoich lekcji w „trzeciej
klasie”?
P: (L) Więc, to jest kwestia tego…
O:
Odpowiedz, proszę.
P: Przechodzi się do czwartej
klasy.
O: W porządku, a teraz - czy musisz już być
w czwartej klasie, żeby pozwolono ci tam pójść?
Odpowiedz.
P: (L) Nie. Ale musisz znać te wszystkie sprawy
3-ej gęstości…
O: Tak. A nawet więcej, jeśli
o to chodzi: musisz
nauczyć się wszystkich tych lekcji.
P:
(L) O jakiego rodzaju lekcjach tu mówimy?
O: Karmicznych
i zwykłym zrozumieniu.
P:
(L) Jakie są kluczowe elementy tego zrozumienia i czy są
one uniwersalne?
O: Są
uniwersalne.
P:
(L) Czym one są?
O: Nie możemy ci tego powiedzieć.
P:
(L) Ekstra! Żadna noc z wami nie obyłaby się bez tego! Czy
te lekcje mają coś wspólnego z odkrywaniem ZNACZEŃ
symboliki egzystencji 3-ej gęstości, widzianej za zasłoną…
i reagowaniem zgodnie z prawdziwym wolnym wyborem? Oddanie
sprawiedliwości każdej rzeczy, osobie czy wydarzeniu, jak
uczą sufi?
O: W porządku. Ale nie można tej sprawy
przyspieszyć. Nauczysz się, kiedy się nauczysz!
Oto
dalsze wskazówki, jeśli chodzi o to, czym są te
lekcje:
O: Czy jest jakieś narzędzie, które sprawia, że
dziecko niekoniecznie musi się
uczyć
się jazdy na rowerze, po to, by wiedzieć jak na nim
jeździć?!?
P:
(MM) Czy
przyswajając wiedzę nie otrzymuje się więcej
wolnej woli?
O: Tak!!
Tak!!
P:
(L) Więc,
innymi słowy, wiedza i świadomość uświadamiają
posiadanie wolnej woli oraz czynią cię świadomym tego,
które działania rzeczywiście SĄ aktami wolnej
woli, a zatem, kiedy znasz albo domyślasz się różnicy
między kłamstwami i oszustwem a prawdą, wtedy jesteś
w stanie kierować swoim życiem?
O: Tak.
Wiele
osób pytało mnie o „pragnienie wiedzy”.
Wydaje im się, że zdobywanie i gromadzenie wiedzy jest
działaniem STS.
P:
(L) A jeśli twoją pasją jest wiedza?
O: To
nie jest pasja, to jest poszukiwanie duszy.
P:
(L) Co daje ludziom ów napęd, ten efekt walca drogowego,
że są oni zdecydowani zejść na samo dno
wszystkiego i obnażyć każde kłamstwo, aż nie
zostanie nic poza nagą prawdą? Co jest źródłem
tego pragnienia?
O: Błędna koncepcja. To
oznacza po prostu, że ktoś taki jest w tym punkcie cyklu
uczenia się. W tym punkcie żaden napęd nie jest
potrzebny.
Wtedy
pojawia się oczywiście pytanie o „skoki”, jak zostało to opisane powyżej – chęć
„przeskoczenia” trzeciej gęstości i powrotu
wprost tam, gdzie wszystko jest wspaniałe, szczęśliwe
i spokojne. Trzeba sobie zdać sprawę z tego, że
takiego rodzaju myślenie jest bardziej STS, niż mogłoby
się wydawać, ostatecznie bowiem tym, czego się
pragnie, jest ucieczka przed ciężką pracą
przerobienia lekcji z tej gęstości. Pragnie się
„beztroski i wygody” i - żadnej pracy. Tacy ludzie
chcą siedzieć w kręgach, kontemplować swoje
własne problemy czując się pępkiem świata i
śpiewać „ooommm”, bombardując planetę
swoją „bezwarunkową miłością i
światłem”, tak żeby wszyscy inni załapali się na ICH program, a my
możemy sobie iść do domu, i to JUŻ!
(Zauważcie, że „ich program” stoi w
sprzeczności z „bezwarunkową” naturą
miłości i światła, jakie wysyłają!)
Ale
musimy przecież porozmawiać o tym, co mamy tu ROBIĆ.
Jaki jest sens komunikowania się w tej kwestii z Kasjopeanami,
czy też z jakimkolwiek innym źródłem, jeśli
mamy tu tylko być, uczyć się i robić tak długo,
aż się nauczymy i wszystko to zrobimy?
P: (L) Więc
pewne wydarzenia i okoliczności mogłyby pomóc komuś
w 'skokach'?
O: Nie w „skokach”, w przyspieszeniu.
Fakt numer jeden: Wszystko co jest, to lekcje.
Fakt drugi: To
jest jedna wielka szkoła.
Fakt trzeci: Odmierzanie czasu jak
je postrzegacie, nigdy nie jest, NIGDY skończone.
Fakt
czwarty: To co ma się wydarzyć, jak to określacie,
jest błędne, i nie wystąpi, dopóki nie
osiągniecie tego punktu w cyklu uczenia się, i nie
jesteście jeszcze blisko.
Fakt piąty: Cykl uczenia się
jest zmienny, a postęp w nim jest ustalany poprzez wydarzenia i
okoliczności, kiedy te się odsłaniają.
Ta
idea „cyklu uczenia się” i postępu wyznaczanego
przez wydarzenia i okoliczności jest nieco rozjaśniona w
tym, co poniżej:
Pamiętajcie,
gęstość odnosi się jedynie do świadomej
uwagi. Kiedy ktoś jest świadomy, WSZYSTKO dostraja się do tej
świadomości.
To
wydaje się być kluczem do rozumienia wydarzeń i
manifestacji naszego życia. „Kiedy ktoś jest
świadomy, WSZYSTKO dostraja się do tej świadomości”.
Co to właściwie oznacza?
Colin Wilson napisał
wstęp do książki Lindy Moulton Howe Glimpses of Other Realities [Przebłyski
Innych Rzeczywistości], w którym zauważył:
Nigdy nie
czytałem książki, która wzbudziłaby we
mnie tak silne reakcje. Wciąż
jeszcze się zastanawiam:
„Jeśli to prawda, to znaczy, że wszyscy śpimy.
Dzieje się coś strasznego, coś, co prędzej czy
później dotknie każdego człowieka na tej
planecie, a my wciąż żyjemy tak, jakbyśmy mieli
do czynienia z komfortowym bezpieczeństwem wieku
wiktoriańskiego”.
Pytanie,
które wciąż do mnie powraca, brzmi: Jeśli to
wszystko prawda – czy choćby tylko półprawda –
dlaczego tak wielu ludzi potrafi to ignorować? Dlaczego
sceptycy, tacy jak pisarz Philip Klass i były astronauta Carl
Sagan, twierdzili, że UFO jest jedynie histerycznym
przywidzeniem?
... Są
rzeczy, które jest mi bardzo trudno zaakceptować. Na
przykład mniemanie, że obcy mogą podróżować wstecz w
czasie. Zawsze wydawało mi się, że podróż
w czasie jest niemożliwością. Pociągałoby to
za sobą oczywiste paradoksy, takie jak możliwość
powrotu do „siebie” sprzed pięciu minut – czy
nawet pięciu sekund – i przeniesienie tego „wcześniejszego
siebie” do teraźniejszości, tak, by było „was”
dwoje.
[Po idee
związane z Podróżą w Czasie, sięgnij do Physics and the Mysterious]
... Potem
uświadomiłem sobie, że jako autor piszący o
badaniach psychologicznych przez prawie trzy dekady akceptowałem realność
przewidywania przyszłości – ludzi, którzy z
pełną dokładnością widzą coś, co
jeszcze się nie wydarzyło. A jednak teoria chaosu mówi
nam, że nie istnieje żadna naukowa metoda przewidzenia, co
stanie się za kilka dni.
Podobnie jak
Linda Moulton Howe, Jacques Vallee i John Keel i każdy inny, kto
badał fenomen UFO, ja sam próbuję sformułować
ogólną teorię, która obejmie mnóstwo
wysoce zagmatwanych i wzajemnie sprzecznych informacji.
...Kiedy
próbuję spojrzeć na całość tego
zjawiska, wracam do swojej najbardziej podstawowej intuicji, która była sercem całej
mojej pracy od czasu Outsidera,
czyli od 1956 roku – że coś dziwnie złego dzieje
się z ludzką świadomością. Chociaż
wyewoluowaliśmy dalej niż jakiekolwiek inne zwierzę na
Ziemi, to stało się to za cenę absurdalnej ciasnoty,
co oznacza, że patrzymy na rzeczywistość przez silny
teleskop, nie potrafiąc zobaczyć lasu czy nawet liści,
ponieważ możemy się skupić jedynie na
pojedynczych drzewach... Widzimy świat tak, jak widzi go robak,
podczas gdy pilnie potrzebujemy widoku z lotu ptaka.
... Na
tym etapie ewolucji, naszą największą potrzebą jest zmiana naszego
intelektualnego punktu widzenia – uznanie, że nie jesteśmy
we wszechświecie sami i że powinniśmy robić
znacznie lepszy użytek z inteligencji, którą mamy.
Nasza ciasnota hipnotyzuje nas, wprowadzając nas w stan pasywności.
...Wydaje mi
się, że tym, co obecnie się narzuca, czy nam się
to podoba czy nie, jest bardziej uniwersalistyczny punkt widzenia. Nie wiem, czy próbują
nam to powiedzieć „obcy”, czy może to jest coś
większego. Z pewnością jednak mówi się
nam, że musimy się obudzić. Zjawisko UFO – czy
wiele pokrewnych zjawisk – stopniowo zmusza nas do akceptacji
tego, że istnieją „inne rzeczywistości i wymiary” i że nie możemy
dłużej żyć jak przeżuwające krowy na
polu.
...To, co
teraz się dzieje, z wytrwałością, która
nie może być ignorowana, wymaga naszej uwagi i stanie się jeszcze bardziej uporczywe, dopóki
nie zdobędzie całej naszej uwagi.
Podobnie jak
u Colina Wilsona, moje własne wprowadzenie do zjawiska UFO było
silnym doświadczeniem (opisanym w Amazing Grace).
Byłam nie tylko sceptykiem co do ludzi widzących ”małe
zielone ludziki” w dziwnym statku, który pojawiał
się i znikał – a nawet objawiał się jedynie
połowie danej grupy ludzi w tym samym samym czasie i miejscu –
ja to zupełnie lekceważyłam!
Nie chcę
jednak zbaczać teraz na te tematy. Chcę się zająć
przerabianiem lekcji z 3-ej gęstości, czy też „zwykłym
zrozumieniem”, które Kasjopeanie uznali za „warunek
wstępny” „zdania” do 4-ej gęstości.
Colin Wilson
zauważył powyżej, że „nasza ciasnota hipnotyzuje nas wprowadzając w stan pasywności”.
Czy naprawdę tak jest, czy też może nasza ciasnota
jest wynikiem jakiegoś rodzaju hipnozy? Kasjopeanie mówią,
że poprzez manipulację DNA zostaliśmy „zaprogramowani”
tak, by móc postrzegać jedynie ograniczone pasmo
rzeczywistości, w której żyjemy, poruszamy się
i istniejemy.
Jak
wspomniano w innym miejscu tej witryny, jest w hipnozie coś
zabawnego, co ilustruje tę kwestię:
Istnieje
pewien mało znany fakt dotyczący eksperymentalnej hipnozy
zilustrowany przez następującą historię:
Podmiot
hipnozy poddany został sugestii, że po obudzeniu nie będzie
widzieć trzeciej osoby obecnej w pokoju, która - jak
zostało zasugerowane - stała się niewidzialna.
Przekazane zostały właściwe dla tego celu sugestie,
coś w rodzaju "nie będziesz widział X" i tak
dalej - w różnych formach. Gdy podmiot hipnozy został
obudzony, sugestia NIE DZIAŁAŁA!
Dlaczego?
Ponieważ była ona sprzeczna z jego systemem wiary. On NIE
wierzył, że ktoś może stać się niewidzialny.
Spróbowano
więc innej taktyki. Podmiot ponownie został zahipnotyzowany
i powiedziano mu, że ta trzecia osoba wychodzi z pokoju... że została wezwana w ważnej sprawie i
opisano, jak zakłada płaszcz i kapelusz... i, żeby
dostarczyć „efektów dźwiękowych”,
drzwi zostały otwarte i zamknięte, a następnie –
wyprowadzono podmiot z transu.
Zgadnijcie,
co się stało? On NIE WIDZIAŁ tej Trzeciej Osoby.
Dlaczego?
Ponieważ jego system wierzeń
„aktywowany” został w sposób „akceptowalny”
dla jego instynktu
„przetrwania ego”. Przetrwanie
jaźni jest ustanawiane we wczesnej fazie naszego życia
przez rodziców i przez społeczne programowanie w zakresie
tego, co JEST, a co NIE JEST możliwe. Uczymy się tego przez obserwację, w co nasi rodzice i
społeczeństwo uznają za stosowne wierzyć. Gdy
dziecko widzi "wróżkę", całkiem
szybko uczy się NIE dostrzegać jej, ponieważ
mówi mu się, że to „bzdura” albo
„niemożliwe” i tak dalej, a widzenie takich rzeczy
wywołuje dezaprobatę. Aprobata
rodzica jest niezwykle sugestywna dla małego dziecka, które
czuje się całkowicie uzależnione od swoich
najważniejszych opiekunów.
Wróćmy
jednak do naszej historii. Trzecia Osoba zaczęła chodzić
po pokoju, podnosząc różne rzeczy i ustawiając
je. Wykonywała różne czynności mające na
celu zbadanie świadomości podmiotu co do jej obecności, a
ów podmiot widząc tę „odbiegającą od
normy” aktywność wpadł w kompletną
histerię! Widział obiekty poruszające się w powietrzu, drzwi
otwierające się i następnie zamykające - jednak
NIE MÓGŁ zobaczyć ŹRÓDŁA tych
wydarzeń, ponieważ nie wierzył, że w pokoju był
jeszcze ktoś inny.
Jakie
są zatem implikacje tego elementu ludzkiej świadomości?
(Nawiasem mówiąc, jest
to także powód, dla którego większość
terapii nałogowców nie odnosi skutku - próbują
one oddziaływać przeciwko "systemom wiary" wrytym
w podświadomość, które utrzymują człowieka
w przekonaniu, że nałóg jest niezbędny do
przetrwania).
Jedną
z pierwszych rzeczy, która przychodzi do głowy temu, kto
się nad tym zastanawia jest myśl, że każdy ma
inny zestaw przekonań i że przekonania te determinują,
jak wiele z OBIEKTYWNEJ rzeczywistości jest dostępne. Można
debatować, na ile naprawdę „obiektywna” jest ta
rzeczywistość, jednak
ten aspekt nie jest ściśle związany z aktualnym
tematem.
W
tej analogii obiektywna rzeczywistość JEST TYM, CZYM JEST, bez
względu na to,
czy jest ona naprawdę obiektywna, czy też jest jedynie
powszechnie uzgodnioną rzeczywistością – w
naszej historii spora część tej rzeczywistości
nie jest dostępna „podmiotowi” wskutek
zaprogramowania zgodnego z jego systemem wierzeń, a aktywowanego
przez chęć wyboru komu lub czemu wierzyć (w tym
wypadku uwierzył hipnotyzerowi).
Spotkałam
się z wieloma ciekawymi reakcjami na tę historię, na
przykład dla niektórych ludzi oznacza ona po prostu, że
nasze systemy wierzeń „ukrywają” przed nami „obecność
duchów” na świecie. Jak w wyżej cytowanym
komentarzu na temat zjawisk psychicznych pisał Colin Wilson,
jest to swego rodzaju „częściowe przebudzenie”
na „inne wymiary”. Implikacja jest jednak dużo
głębsza. Jeśli pominie się scenę, na której
rozgrywa się owa historia, pozostawiając jedynie „trzeciego
człowieka” i obserwatora, można – ekstrapolując
– przyjąć, że reprezentuje ona WSZYSTKIE
zjawiska naszego świata. Widzimy kwiat, ale jesteśmy zahipnotyzowani
w kwestii tego, jak go postrzegać.
Widzimy chmury, ale zahipnotyzowani jesteśmy co do tego, jak je
widzieć. Naprawdę NIE WIEMY, czym jest prawdziwa
rzeczywistość. Naprawdę nie wiemy, jak wygląda
„samoistny kwiat”. To, co widzimy, jest NASZĄ
interpretacją ciągu fal bądź fluktuacji OŚRODKA
naszej rzeczywistości, które interpretujemy zgodnie z
naszym „programem”.
Następną
ważną rzeczą w tej historii jest to, że – w
zależności od programu – różni ludzie mogą,
zgodnie ze swoim systemem wierzeń, przypisywać danemu
zjawisku różne „ukryte moce”. Czym jednak
jest OBIEKTYWNA rzeczywistość?
Teraz
inna historia, która przedstawia tę ideę nieco
głębiej. Pochodzi ona z napisanej przez Uspieńskiego
książki In Search of the Miraculous [Fragmenty nieznanego nauczania],
a przypisywana jest Gurdżijewowi:
„Jest
taka wschodnia bajka, która mówi o bardzo bogatym
czarodzieju, który posiadał olbrzymie stado owiec. Ale
jednocześnie czarodziej był bardzo skąpy. Nie chciał
zatrudnić pasterzy ani wybudować płotu wkoło
pastwiska, na którym pasły się owce. Z tego powodu
owce często gubiły się w lesie, wpadały w parowy,
a nade wszystko uciekały, ponieważ wiedziały, że
czarodziej chce ich mięsa i skóry, a to im się nie
podobało.
Czarodziej
znalazł w końcu na to lekarstwo. Zahipnotyzował owce
i zasugerował im, co następuje: po pierwsze, że są
nieśmiertelne, że obdzierając je ze skóry nie
czyni się im żadnej krzywdy, a przeciwnie, że jest to
dla nich dobre, a nawet przyjemne; po drugie, czarodziej zasugerował
im, że jest dobrym
pasterzem, który
tak bardzo kocha swoje stado, że jest gotów dla niego
zrobić wszystko na świecie; i po trzecie, zasugerował
im, że jeśli cokolwiek miałoby się im przydarzyć,
to nie przydarzy się to teraz, a w każdym razie nie tego
dnia, a zatem nie potrzebują o tym myśleć. Następnie
czarodziej zasugerował swoim owcom, że wcale nie są
owcami; niektórym z nich zasugerował, że są
lwami, innym, że
orłami, innym,
że są ludźmi, a
jeszcze innym, że
czarodziejami.
Na
tym skończyły się wszystkie jego troski i zmartwienia
dotyczące owiec. Owce nigdy już nie uciekały, ale
spokojnie oczekiwały chwili, kiedy czarodziej obedrze je z mięsa
i skór.”
Każdy
bez wyjątku człowiek postrzega Trzecią Osobę
zgodnie ze swoim programem, który aktywuje – lub jest
aktywowany przez – jego system wierzeń. To jest jego
„Stan Świadomości”. Może on być
świadomy jedynie tego, w co WIERZY, że może być
tego czegoś świadomy, wszystko inne staje się albo
„niewidzialne”, albo „anomalne” - i
ignorowane albo zakryte przez program przetrwania podświadomego umysłu.
Kiedy
ktoś dłużej myśli o tym problemie, zdaje sobie
sprawę, że być może istnieje OGROMNA przepaść
miedzy tym, co postrzegamy jako realne, a faktyczną obiektywną
rzeczywistością... i niezależnie od tego, jak
obiektywni próbujemy być, nigdy nie możemy być
pewni. Jedyną rzeczą, która wydaje się oferować
wyjście z tej sytuacji, jest po prostu obserwacja danego
zjawiska i porównywanie spostrzeżeń z mnóstwem
innych ludzi oraz próba precyzyjnego określenia „stałej”,
która obecna jest we wszystkich tych spostrzeżeniach. W
ten sposób możemy przybliżyć się do tego,
czym NAPRAWDĘ jest Trzecia Osoba i co ona NAPRAWDĘ robi, i
to właśnie powinno stanowić naszą najlepszą
odpowiedź. A „obserwowanie zjawiska”, w najbardziej
dosłownym tego znaczeniu, oznacza oczywiście pozyskiwanie i
gromadzenie wiedzy w każdej postaci i każdego rodzaju po
to, żeby mieć wystarczającą bazę danych do
wyciągania wniosków na temat obserwacji otoczenia.
Jest
to jednak trudne, przekonania są bowiem ściśle
związane z emocjami! Pamiętajcie: nasze przekonania
kształtują się w emocjonalnych sytuacjach interakcji z
naszymi rodzicami i innymi „autorytetami” z naszego
okresu niemowlęctwa i dzieciństwa! Nawet samo rozważanie
wyswobodzenia się z tego bezpiecznego, wewnętrznego
„środowiska”, jest już przerażające.
Właśnie
to musimy jednak robić.
W
przeciwnym razie znajdziemy się w rzeczywistości, gdzie
wokół będą się działy wszelkiego
rodzaju anomalie... obserwowalne w kategoriach klasycznych i
kwantowych... jednak obiektywna racja bytu będzie
niedostępna rozważaniom.
NIE BĘDZIE SIĘ W STANIE ZOBACZYĆ tej „Trzeciej
Osoby” i będzie się przez to podlegać kaprysom i
upodobaniom rzeczonej „postaci”, kimkolwiek lub
czymkolwiek ona NAPRAWDĘ JEST!
Wydaje
się więc, że prawdziwym problemem jest konflikt między
rzeczywistością SUBIEKTYWNĄ i OBIEKTYWNĄ. Przy
wielu okazjach Kasjopeanie wypowiadali się na temat natury
Służenia Sobie – tendencji do życia „Myśleniem
Życzeniowym”. W najbardziej interesujący sposób
dyskutuje się o tym w następującym fragmencie:
22-10-94
P:
(L) Czy ludzie uwięzieni są w materii fizycznej?
O: Z
wyboru.
P: (L) Dlaczego tak wybrali?
O: Żeby doświadczać
wrażeń fizycznych. Była to decyzja
umysłu grupowego.
P:
Kto kierował tą grupą?
O: Ta grupa.
P: (L) Czy
oddziaływanie między duchem/duszą i ciałem
fizycznym wytwarza jakiś produkt uboczny, pożądany
przez inne istoty?
O: No cóż, wszystko ma zarówno
pożądane jak i niepożądane konsekwencje, trzeba
tu jednak wspomnieć, że wszystko, co istnieje we wszystkich
rzeczywistościach wszechświata, może doświadczać
egzystencji tylko na jeden z dwóch sposobów. Można
by to określić jako cykl długofalowy i cykl
krótkofalowy. Wracając do twojego poprzedniego pytania o
to, dlaczego ludzie są „uwięzieni” w fizycznej
egzystencji, co jest oczywiście dobrowolne i wybrane, to stało
się tak z powodu pragnienia zmiany z długofalowego cyklu
doświadczania egzystencji całkowicie - jak byście ją
nazwali – eterycznej lub duchowej na cykl krótkofalowy
tego, co nazywacie egzystencją fizyczną. Różnica
polega na tym, że cykl długofalowy obejmuje jedynie bardzo stopniową zmianę
w ewolucji w sposób cykliczny, podczas gdy cykl krótkofalowy
pociąga za sobą dwoistość. I tak też jest z
duszami
w ciele fizycznym, jak doświadczane to jest na planie ziemskim,
ponieważ przez połowę cyklu dusza doświadcza
stanu eterycznego, a przez drugą połowę cyklu stanu
fizycznego. Chociaż połowy te nie są mierzone w czasie
w taki sposób, w jaki wy mierzycie czas, suma doświadczenia
jest w obu połowach taka sama. To natura doprowadziła do
konieczności stworzenia cyklu krótkofalowego, poprzez
naturalne
ograniczenia wszechświata, kiedy grupowy umysł dusz wybrał
doświadczanie fizyczności w miejsce egzystencji całkowicie
eterycznej.
P: (L) Czy to wzajemne oddziaływanie tworzy jakiś
produkt uboczny?
O: Tworzy tyle samo produktów ubocznych o
charakterze pozytywnym, co i negatywnym.
P: (L) Czym są te
produkty uboczne?
O: Który najpierw?
P: (L)
Pozytywny.
O: Pozytywnym produktem ubocznym jest wzrost energii
względnej, która przyspiesza proces uczenia się
duszy i wszystkich jej jedno- i dwuwymiarowych wzajemnie z nią
oddziałujących partnerów. Innymi słowy - flory
i fauny, minerałów itd. Wzrost
całego doświadczenia i ruch w kierunku ponownego szybszego
połączenia się w cyklu poprzez ten fizyczno-eteryczny
transfer krótkofalowego cyklu. Ten o charakterze negatywnym również tworzy wiele negatywnych doświadczeń
dla tych samych istot, które inaczej by nie istniały,
ponieważ istota pierwszego i drugiego poziomu natury, flora i
fauna, normalnie doświadczałaby na planie ziemskim
długoterminowego lub długofalowego cyklu, w przeciwieństwie
do krótkofalowego cyklu fizycznego i eterycznego, jakiego
doświadcza teraz w wyniku wzajemnych oddziaływań z
gatunkiem ludzkim w jego krótkofalowym eteryczno-fizycznym
cyklu.
P: (L) W pewnym momencie zwrócono uwagę, że
pewne obce istoty porywają ludzi i poddają ich okrutnej i
pełnej cierpienia śmierć, żeby stworzyć „transfer
o maksymalnej energii”. Czym pod tym względem jest ów
transfer o maksymalnej energii, który pojawia się podczas
długiego, powolnego i niezwykle bolesnego procesu umierania?
O:
Ekstremalny lęk i trwoga zwiększają energię
lęku/trwogi o charakterze negatywnym, co napędza/ dostarcza
paliwa istoty, o których mówisz, w ten sposób,
że czerpią one z tego i produkują rodzaj energii
napędowej, która - jako jedna z ich form żywienia
się opartego na ich metabolicznej strukturze – utrzymuje
ich w ruchu.
P: (L) Jaka jest ich metaboliczna struktura?
O: To
bardzo złożone i bardzo trudno to opisać, ponieważ
odbywa się to na czwartym poziomie gęstości,
którego nie rozumiecie. Ale jedną z ich przesłanek
istnienia na czwartym poziomie jest ich zdolność do
odżywiania się zarówno metodami eterycznymi jak i
fizycznymi. A więc ów transfer energii reprezentowałby
eteryczną metodę odżywiania, a inne sposoby są
osiągane fizycznie.
P: (L) Jakie inne sposoby?
O: No cóż,
przykładem tego byłoby picie krwi oraz ubocznych produktów
krwi.
P: (L) Czy oni to robią?
O: Tak, ale sposób
pobierania jest inny, niż przypuszczlnie myślicie. Odbywa
się przez pory.
P: (L) W jaki sposób?
O: Kąpiąc
się i absorbując potrzebne produkty, a następnie
pozbywając się pozostałego produktu. [...]
P: (L)
Wracając do istot, które przez pory absorbują
składniki pokarmowe – jakiego typu to istoty?
O:
Zarówno te, które opisujecie jako Istoty Jaszczurze,
jak i te, które opisujecie jako Szaraki. W każdym
razie jest to konieczne dla ich przeżycia. Mimo że Szaraki
nie są naturalną częścią cyklu
krótkofalowego, są raczej sztucznym wytworem Jaszczurzych
Istot, to jednak naśladują funkcje żywieniowe.
P:(L)
Skoro są one sztucznie stworzone przez Istoty Jaszczurze, czy to
oznacza, że nie mają duszy?
O: Zgadza się.
P:
(L) Jak one funkcjonują? Czy są jak roboty?
O:
Funkcjonują poprzez interakcję z duszami Istot
Jaszczurzych. Technologia ta jest o wiele bardziej zaawansowana od
tej, którą znacie, ale Szaraki nie są jedynie
sztucznie zbudowanymi i zaprojektowanymi istotami, funkcjonują
też mentalnie i psychicznie jako projekcje Istot Jaszczurzych.
Są jak czterowymiarowe „sondy”.
P: (L) Jakie są
ich, jako czterowymiarowych sond, możliwości?
O: Mają
wszystkie te możliwości, jakie mają Istoty Jaszczurze,
z tą tylko różnicą, że ich wygląd
fizyczny jest zupełnie inny, nie mają też własnych
dusz, inna jest też ich wewnętrzna struktura biologiczna.
Ich funkcjonowanie jest jednak takie samo i żeby pozostać
jako projekcje, też muszą przyswajać składniki
pokarmowe w ten sam sposób - zarówno duchowo jak i
fizycznie - tak jak to robią Istoty Jaszczurze. Negatywna
energia jest paliwem koniecznym, dlatego że zarówno
Istoty Jaszczurze jak i Szaraki żyją na czwartym poziomie
gęstości, który jest najwyższym poziomem
gęstości, gdzie można istnieć służąc
jedynie sobie, tak jak czynią to te istoty. Dlatego więc
muszą one przyswajać energię negatywną, czwarty
poziom gęstości jest bowiem najwyższym przykładem
służby sobie, która jest wzorcem myśli
negatywnej. Czwarty poziom gęstości oznacza postęp w
stosunku do trzeciego poziomu gęstości. Z każdym
krokiem naprzód w poziomach gęstości, egzystencja
indywidualnej świadomej istoty staje się mniej trudna.
Dlatego też łatwiej jest istnieć na czwartym poziomie
gęstości niż na trzecim, trzeci jest mniej trudny niż
drugi i tak dalej. To w mniejszym stopniu nadweręża energię
duszy. Zatem istoty egzystujące na czwartym poziomie gęstości
mogą czerpać – w sensie absorbcji negatywnej energii
duszy – od istot egzystujących na trzecim poziomie
gęstości. Podobnie istoty z trzeciego poziomu gęstości
mogą czerpać od istot z drugiego poziomu gęstości,
chociaż ten rodzaj czerpania nie jest tak konieczny, jest jednak
dokonywany. Oto dlaczego egzystujące na trzecim poziomie istoty
ludzkie często sprawiają ból i cierpienie tym z
królestwa zwierząt, które egzystują na drugim
poziomie gęstości – ponieważ jako istoty, które
przede wszystkim służą sobie, tak jak wy, czerpią
negatywną energię duszy od tych z poziomu drugiego i z
pierwszego i tak dalej. Ponieważ posuwacie się w kierunku
czwartego poziomu gęstości, który się do was
zbliża, musicie teraz dokonać wyboru co do tego, czy
rozwijać się w kierunku służby innym, czy
pozostać na poziomie służby sobie. To będzie
decyzja, do której dostosowanie zajmie wam trochę czasu.
Do tego właśnie odnosi się ów „tysiącletni
okres czasu”. To okres, według miary waszego kalendarza,
który rozstrzygnie, czy poczynicie postępy w służbie
innym, czy pozostaniecie na poziomie służby sobie. Ci,
którzy opisywani są jako Jaszczury, wybrali zdecydowane
zamknięcie się w służbie sobie. A ponieważ
są oni na najwyższym z poziomów gęstości,
na którym jest to możliwe, muszą stale czerpać
duże ilości negatywnej energii od tych z poziomu trzeciego,
drugiego i tak dalej. Oto dlaczego robią to, co robią. To
również wyjaśnia dlaczego ich rasa umiera –
nie byli oni bowiem w stanie nauczyć się, jak przerzucić
się z tej szczególnej formy ekspresji do służby
innym. A ponieważ pozostają oni na tym poziomie przez tak –
jakbyście to ocenili – długi czas i rzeczywiście
mocno się w nim zakorzenili i faktycznie w nim się
umocnili, oto dlaczego umierają i rozpaczliwie próbują
wziąć od was możliwie najwięcej energii i
metabolicznie odtworzyć swoją rasę.
P: (L) Więc,
jeśli jesteśmy dla nich źródłem pożywienia
i siły roboczej, dlaczego po prostu nie hodują nas w
zagrodach na swojej własnej planecie?
O: Hodują.
P:
(L) Zatem, skoro jest nas tutaj tak wielu, dlaczego po prostu się
tu nie wprowadzą i nie przejmą wszystkiego?
O: Taki jest
ich zamiar. Od dość dawna mają taki zamiar. Jak wiesz,
podróżują tam i z powrotem w czasie, żeby
przygotować wszystko tak, żeby – przy pomocy
transferu z poziomu trzeciego na czwarty, którego ta planeta
doświadczy – móc przyswoić maksymalną
ilość negatywnej energii, w nadziei, że będą
mogli dopaść was na czwartym poziomie i w ten sposób
dokonać kilku rzeczy. 1: zachować swoją rasę
jako zdolny do życia gatunek; 2: zwiększyć swoją
liczebność; 3: umocnić swoją władzę; 4:
rozprzestrzenić swoją rasę w całym świecie
czwartej gęstości. By tego wszystkiego dokonać,
wpływali na wydarzenia przez – według waszych
kalendarzy – około 74 tysiące lat. I podczas tej pracy robili to w zupełnie nieruchomym stanie
czasoprzestrzeni, podróżując wedle woli w przód
i w tył. Jednak,
co ciekawe, spełznie to na niczym.
P:
(L) Jak możecie być tak pewni, że to się nie
uda?
O: Ponieważ to widzimy. Jesteśmy
w stanie zobaczyć wszystko, nie tylko to, co chcemy widzieć. Ich błąd polega na tym, że widzą oni jedynie to, co chcą zobaczyć. Innymi słowy, to najwyższy z możliwych przejawów
tego, co nazwalibyście myśleniem życzeniowym. A
przejawiane na czwartym poziomie gęstości myślenie
życzeniowe staje się rzeczywistością dla tego
poziomu. Czy wiecie, jak myślicie życzeniowo? No cóż,
nie jest to dla was zupełną rzeczywistością,
ponieważ jesteście na trzecim poziomie, ale gdybyście
byli na czwartym poziomie i mieli wykonać to samo działanie,
byłoby to faktycznie waszą świadomością
rzeczywistości. Zatem, nie mogą oni zobaczyć tego, co
my możemy zobaczyć, ponieważ my zamiast sobie -
służymy innym, a jako że jesteśmy na szóstym
poziomie, możemy
zobaczyć wszystko, w każdym calu, takie, jakie jest, a nie
takie, jakie chcielibyśmy, żeby było.
[...]
P:
(L) Czy jacykolwiek obcy, w szczególności Jaszczury,
kiedykolwiek żyli wśród ludzi i byli czczeni?
O:
Nie żyli wśród ludzi, ale w różnych
momentach w przeszłości bezpośrednio
współoddziaływali z ludźmi. Działo się
to wtedy, kiedy ludzie byli gotowi, skłonni i byli w
stanie zaakceptować pojawiające się wprost z
zewnętrznych źródeł bóstwa i czcić
je. Takie rzeczy nie zdarzały się w niedawnej przeszłości. Strzeżcie
się jednak, może się to wkrótce stać.
W
powyższym fragmencie zauważyliśmy bardzo wyraźne
rozróżnienie pomiędzy Służbą Sobie i
Służbą Innym w kategoriach WIDZENIA. To pierwsze jest
SUBIEKTYWNE i widzi jedynie to, co chce widzieć, to drugie jest
OBIEKTYWNE i widzi WSZYSTKO.
Co
tak naprawdę może to oznaczać? A co z tymi wszystkimi
dzisiejszymi naukami, mówiącymi że „to ty
tworzysz swoją własną rzeczywistość”?
Kasjopeanie właśnie powiedzieli, że:
„[Służenie
Sobie jest widzeniem jedynie tego, co CHCE się zobaczyć i
jest ] najwyższym z możliwych przejawów tego, co
nazwalibyście myśleniem życzeniowym. A przejawiane na
czwartym poziomie gęstości myślenie życzeniowe
staje się rzeczywistością dla tego poziomu. Czy
wiecie, jak myślicie życzeniowo? No cóż, nie
jest to dla was zupełną rzeczywistością, ponieważ
jesteście na trzecim poziomie, ale gdybyście byli na
czwartym poziomie i mieli wykonać to samo działanie, byłoby
to faktycznie waszą świadomością rzeczywistości.”
Próbowałam
wielu
ludziom opowiedzieć o zadziwiających zmianach
w moim życiu, będących
rezultatem zmiany w mojej świadomości, polegającej na
wypaleniu się tego, co przez tak wiele lat myślałam,
czy chciałam myśleć, o naszym świecie.
To,
co trudno mi było opisać, to zupełnie NOWE odczucie,
jakie wywołuje we mnie wszechświat. Naprawdę
jest tak, jakbym przybyła z zupełnie innego wszechświata
do tego, w którym obecnie przebywam, i inne są wszystkie
reguły – współmierne do mojej świadomości.
W miarę jak zdobywałam coraz więcej wiedzy na temat
funkcjonowania świata, zaczynałąm ją stosować
do wszystkiego, czego doświadczałam w codziennym życiu.
Spowodowało to wiele zmian, ponieważ wybory, których
dokonywałam, były inne od tych, których dokonywałam
wcześniej. Tak, wiele z tych wyborów opierało się
na „rzeczach niewidzialnych”, rzeczach, które były
sprzeczne z ogólnie obowiązującym, wpojonym
kulturowo światopoglądem, efektem prania mózgu
zafundowanego nam przez społeczeństwo; wiele z tych wyborów
było po prostu niezrozumiałych w zwykłych kategoriach.
Faktem jednak jest, że ich dokonałam, działałam
zgodnie z nimi, a rezultaty były niemalże zadziwiające!
Uczyłam się odczytywać „subtelne wskazówki”
na temat świata i wzajemnych relacji ludzi, które są
przed nami „zakryte”. A wskazówki te, zapewniam
was, wykraczały daleko poza zwykłe „wrażenia
psychiczne” standardowego, metafizycznego eksperta!
Chcę
tu przedstawić część tego materiału, który
pomógł mi zrozumieć „wskazówki” i
„znaki”, których dostarcza nam otoczenie;
„drogowskazy”, które wskazują różne
kierunki składające się na chwile naszych decyzji; i
nasze decyzje oparte na tym, co w danym momencie uznajemy za
prawdziwe; wszystkie te rzeczy, które pomogły mi „zmienić
moją rzeczywistość”, żebym mogła
naprawdę zrozumieć to, co mieli na myśli Kasjopeanie,
mówiąc:
Pamiętaj,
gęstość odnosi się jedynie do świadomej
uwagi. Kiedy jest się świadomym, WSZYSTKO dostraja się do tej świadomości.
Jedną
z pierwszych rzeczy, które przypadkowo naprowadziły mnie
na kilka z tych spraw było dziwne wydarzenie, które miało
miejsce, kiedy pewnego dnia czekałam, żeby odebrać ze
szkoły córkę.
Siedziałam w samochodzie na szkolnym parkingu i obserwowałam
wszystkie wychodzące z budynku dzieciaki i wszystko to, co
normalnie robią dzieci, wychodząc ze
szkoły. Obserwowałam ten program przez jakiś czas i
każdego dnia byłam świadkiem owych dziwnych ceremonii
i rytuałów amerykańskich nastolatków.
Po
tym, co o dzisiejszych dzieciakach opowiadała moja córka,
świadoma byłam jednej rzeczy – istnienia skrajnych
podziałów oraz klik, które tworzą się w
szkołach. W takim czy innym stopniu zdarzało się to
zawsze, jednak w dzisiejszym świecie wydaje się to
wyraźniejsze niż kiedykolwiek dotąd.
W
mojej szkole średniej był to mniej lub bardziej
„ekonomiczny” podział, prowadzący do
przejawienia się struktury społecznej, co następnie
prowadziło do „społecznej” nominacji. Było
to dość zrozumiałe i w pewnej mierze znajdowało
swoje odbicie w prawdziwym życiu.
Dziś
jednak wygląda to zupełnie inaczej. Nic nie jest tak
jednoznaczne (co nie znaczy, że „jednoznaczny”
system z przeszłości był wskazany!). Grupy i kliki,
które tworzą się w nowoczesnych szkołach
średnich są czymś zupełnie innym. Byłam
zafascynowana zmianami i ciekawa, dlaczego tak jest i jaka jest
zasadnicza, leżąca u podstaw, dynamika.
Moja
córka poinformowała mnie o gangach – „Crips”
czy jakoś tak – o „grupach związanych z jakimś
stylem”, takich jak Preps, Jocks, Loadies, Gothics, i tak
dalej. Jedno wydawało się dla mnie jasne – względy
finansowe mają z tym niewiele wspólnego. Członkiem
gangu czy „Gothic” mogło tak samo dobrze być
dziecko z rodziny zamożnej jak i z biednej. Narkotyki są
powszechne we WSZYSTKICH tych ugrupowaniach. Zachowanie dziewictwa
też nie wydaje się być jedną z tych rzeczy, które
sprawiają, że należysz do tej czy innej grupy, jak
było wtedy, kiedy ja chodziłam do szkoły średniej.
Wydaje się również, że ilość dzieci
dobrze sobie radzących w szkole spadła do rekordowo
niskiego poziomu.
Tak
więc obserwowałam te wylewające się wieloma
drzwiami dzieciaki, tworzące grupy i kliki, każde
przyciągane do swojego „typu”, żeby wspólnie
spędzić czas i wymienić – co?
Co
one NAPRAWDĘ robiły?
W
tygodniach przed tym wydarzeniem miałam trochę kontaktów
z ludźmi, którzy przedstawiali się jako
lightworkerzy, ale później, w wyniku zabawnych zbiegów
okoliczności, okazali się być zupełnym ich
przeciwieństwem. Doświadczenia te sprawiły, że
pomyślałam o idei „wyłączania dźwięku”
i po prostu PATRZENIA na dynamikę. Oni byli tak zaabsorbowani
mówieniem tego i owego oraz usiłowaniem sprawienia
dobrego wrażenia poprzez przekonywanie swoją
gadką mnie i innych o
swoich dobrych intencjach. Kiedy jednak patrzyło się na
wpływ, jaki mieli oni na życie innych ludzi, jak również
na dynamikę ich własnego życia, coś było po
prostu nie tak! Było tak, jak w tym powiedzeniu „dużo
mówią, ale nic nie robią”. Tyle, że dużo głębsze i bardziej subtelne.
Któregoś
dnia czytałam o jakiś badaniach ssaków naczelnych –
wiecie, Jane Goodall i te rzeczy – i uprzytomniłam sobie,
że metody obserwacji szympansów mogą być bardzo
przydatne w obserwacji ludzi. Obserwując i nie dając się
zwieść słowom, ma się dużo większą
szansę zrozumienia, co się dzieje.
Siedziałam
więc obserwując te dzieciaki i pomyślałam o
zastosowaniu wobec nich wskazówek dotyczących badania
naczelnych. Zauważyłam kilka zabawnych rzeczy jeśli
chodzi o ich język ciała, kto kogo dotykał, jak i
gdzie, jaką we wzajemnych relacjach przyjmowali postawę i
nagle uświadomiłam sobie, że obserwuję, jak oni
nawzajem się sobą ŻYWIĄ! Była to jedna z
naprawdę najdziwaczniejszych intuicji, jakie kiedykolwiek
miałam. Rzeczywiście zobaczyłam swego rodzaju
„hierarchię” i przenoszenie energii z jednej osoby
na drugą i następną, a w każdej liczącej od
5 do 10 dzieciaków grupie, zawsze było ktoś jeden,
kto wydawał się być „dominujący”, w
tym znaczeniu, że tej właśnie osobie przekazywana była
w końcu cała ta energia.
Po
wielu minutach zauważyłam ponadto, że niektóre
dzieciaki w grupach, te wyglądające na małe i słabe,
były w pewnym sensie „odrzucane”, czy też nie
przyjmowane jako „źródła energii”, co
powodowało ich oklapnięcie, jakby wypłynął z
nich cały „sok”, i odchodziły wyglądając
na zmęczone i pokonane. I zauważyłam, że po kilku
minutach bycia dotykanym, adorowanym i tak dalej, „dominujący”
rzeczywiście wydawał się PUCHNĄĆ, rósł
i wyglądał na szerszego i pełniejszego. Były też
osoby „wybrane”, które „dominujący”
w taki czy inny sposób obmacywał, jakby rozładowując
baterię i czerpiąc z niej elektryczność. Ciemne okulary w filmie Matrix!
Tak,
było to dość ciekawe odkrycie. Zaczęłam więc
robić tego MNÓSTWO. Obserwowałam wzajemne relacje
ludzi, próbując ustalić rzeczywistą ich
dynamikę. Było znacznie lepiej, kiedy nie mogłam
słyszeć NICZEGO, co mówili, mogłam jedynie
obserwować ich z pewnej odległości, tak żeby nie
wiedzieli, że obserwuję. I z pewnością była
to dość typowa sprawa. W każdej sytuacji miało
miejsce coś w rodzaju „żywienia się”
przepływającą energią.
Potem
zaczęłam obserwować małżeństwa,
próbując określić kto jest „dominujący”,
nie w NASZYCH kategoriach, ale w kategoriach kto pobiera energię.
Ciekawe, że dość często był nim ten, o
którego można było wziąć za „słabszego”
czy bardziej z tych dwojga bezbronnego – ten, który
wzbudzał najwięcej współczucia! Zaczęłam
wtedy myśleć o współczuciu i litości w
zupełnie innych kategoriach. Widziałam, że tak naprawdę była to manipulacja, żeby zdobyć
więcej „paliwa”.
Czy
był to dowód na pewną hierarchię STS? Czy
dominujący dominują nad swoimi małymi „grupami”
i przyswajają energię uczestników, a potem są
porywani i „dojeni” z paliwa, jakie zgromadzili? To
ciekawe przypuszczenie, jak naprawdę może to działać.
W
każdym razie obserwacje te doprowadziły do kilku
interesujących pomysłów, którymi się
podzielę, pamiętajcie jednak, że oparte są one
jedynie na przypuszczeniu. Nigdy świadomie, na jawie, nie
widziałam kosmity – ani Szaraka, ani „Jaszczurki”.
WIDZIAŁAM UFO, czarny, szeroki na 300 stóp [ok. 900
metrów] bumerang, bezpośrednio nad moją głową,
kiedy razem z dziećmi - które również go
widziały - byłam w basenie. Niemal przez rok od zobaczenia
go CIERPIAŁAM z powodu dziwnych fizycznych symptomów,
które, jak mi później zasugerowano, były
zatruciem radioaktywnym, w tamtym jednak czasie byłam takim
sceptykiem, że przekonana byłam, że cierpię po
prostu z powodu przepracowania i poważnych alergii.
Wydaje
mi się, że większość ludzi niczego na temat
„głębszej rzeczywistości” nie wie, a nawet
nie podejrzewa; praktycznie rzecz
biorąc, są oni zahipnotyzowani. Przeżywają
życie w „cichej desperacji”, zapewniając innym
ludziom, a nawet „obcym”, „ucztę”.
Wydają
się posiadać „zaprogramowane
implanty pętli myślowych”, tak że - bez
względu na to, ile użyjesz logiki czy rozsądku, żeby
przekonać ich do otwarcia umysłu - mocno trzymają się
emocjonalnej, subiektywnej agendy oraz systemu przekonań. Do tej
kategorii zaliczają się „naukowi sceptycy” i
„artyści dezinformacji”. Nie zdają sobie nawet
sprawy z tego, że są „agentami” i byliby
kompletnie przerażeni, gdyby ktoś kiedyś mógł
ich o tym przekonać czy choćby wskazać sensowne dowody
poszlakowe, świadczące za tym. Faktem jest, że w
swoich systemach przekonań na temat „Trzeciej Osoby”
są „zaprogramowani” i że wierzą w to,
ponieważ CHCĄ wierzyć. I to „chcenie” jest
oczywiście ich wyborem.
Są
też inni ludzie, którzy mają potencjał i
wewnętrzną naturę potrzebne, by mogli stać się
świadomi. Obcy porywają prawdopodobnie i tych, jednak z
powodu pewnego „prawa”, które musi istnieć w
ich rzeczywistości, nie mogą tak po prostu ich zabić,
by wyeliminować ich jako zagrożenie. Wszczepiają im
więc implanty, przeznaczone do kierowania ich myśli ku
autodestrukcji albo na bezużyteczne ścieżki i
bezsensowne spekulacje oraz do manipulowania ich stanami
emocjonalnymi, po to, żeby - kiedy zaczną zbliżać
się do prawdy czy też wyrażania wiedzy – dawali
się zwieść własnym emocjom. Przełamanie tych
programów kontroli jest ogromnym zadaniem.
W
tych sytuacjach zdarzyć się może wiele rzeczy. Albo
taka osoba nauczy się przedostawać przez takie stany
zamroczenia, albo utknie w
nich i będzie stracona. Te stany emocjonalne mogą obejmować
sympatie i antypatie, pozytywne i negatywne spostrzeżenia
emocjonalnej natury,
nie mają one jednak nic wspólnego z jakąkolwiek
prawdziwą rzeczywistością.
Ludzie
mogą być emocjonalnie sterowani ku nieodpowiedniemu
małżeństwu, po to tylko, żeby partner stał
się kontrolerem i wampirem energetycznym; ludzie mogą być
emocjonalnie doprowadzeni do pragnienia czegoś tak bardzo, że
w tym swoim pragnieniu zupełnie się zatracą i stworzą
wszelkiego rodzaju mentalne racjonalizacje, których użyją
do przekonania samych siebie, że to, co robią, jest
właściwe i prowadzi ich ku wiedzy, podczas gdy naprawdę
jest to tylko jeszcze jedna iluzja.
Można
wykreować i przedstawić komuś pozornie
synchroniczne wydarzenia,
żeby przekonać go, że z tym, co robi czy myśli,
jest na właściwej drodze, ponieważ sam wszechświat
mu to „potwierdza”.
Niewiarygodnie
głębokie i niepojęcie przebiegłe manipulacje i
ich odmiany nie maja końca. I było czymś POTWORNYM
widzieć to. Zrozumiałam, że prawie cała
ludzkość jest niczym więcej, jak POKARMEM. Ludzie
są kontrolowani i manipulowani od narodzin aż po grób,
dokładnie tak jak przedstawiono to w filmie Matrix,
tyle że nie są „bateriami” dla kilku
komputerów, które wpadły w amok i przejęły
kontrolę nad światem – są dosłownie fizycznym i energetycznym pokarmem dla istot z wyższych
gęstości. A z powodu swojej ignorancji nie mogą
nic zrobić. Nie mają wolnej woli, ponieważ nie są
przebudzeni.
Co
więcej: wnioskuję, że nasza kultura, nasze religie,
nasze filozofie, nasza nauka, wszystko to ma w tym swój udział
i kontrolowane jest przez ten olbrzymi, złożony „mechanizm
żywieniowy” - hierarchię Służby Sobie.
Nawet większość „nowych” interpretacji
nurtu New Age jest jedynie jeszcze jedną warstwą cebuli
oszustw, żeby dalej pozbawiać nas wolnej woli.
Co
stało się z „miłością”? Co stało
się z „jednością”, dobrocią,
zjednoczeniem, Bogiem będącym w niebie i światem
będącym w porządku?
Co stało się z tym całym podnoszeniem świadomości,
które miało toczyć się na całej planecie?
Co stało się z poczuciem „bezpieczeństwa”,
jeśli tylko otoczysz się „miłością i
światłem” i pozytywnym myśleniem? Setki razy
pokazano mi, że te rzeczy były jedynie maskami „maszyny
żywieniowej”. Kolejne warstwy iluzji.
Oczywiście
rodzi się pytanie: czy nie badałam ciemności na tyle
długo, że sama w nią wpadłam? Czy mój
wysiłek, by wykorzenić kłamstwa i pomieszanie, był
w rzeczywistości przyznaniem im racji bytu, co doprowadziło
do zamanifestowania się ich w moim życiu? Czy widziałam
odbicie siebie? W tym miejscu w Doświadczeniu religijnym Williama Jamesa czytam:
„Na
naszym ostatnim spotkaniu rozpatrywaliśmy zdrową
umysłowo konstytucję psychiczną, konstytucję, o organicznej niezdolności do długotrwałego
cierpienia i tendencji do optymistycznego postrzegania rzeczywistości
będącej jak woda krystalizacyjna, w której tężeje
charakter jednostki. Widzieliśmy jak usposobienie takie może
stać się podstawą dla osobliwego rodzaju religii,
religii, gdzie za sprawę zasadniczą, której ma
służyć istota rozumna, uważa się dobro,
nawet dobro dotyczące życia na tym świecie. Religia ta
nakłania go do wyrównania rachunków z bardziej
złymi aspektami wszechświata poprzez systematyczne
odmawianie głębokiego ich odczuwania czy przywiązywania
do nich wielkiej wagi, poprzez ignorowanie ich w swoich rozważnych
kalkulacjach, czy nawet, gdy nadarzy się okazja, stanowcze im
zaprzeczanie. Zło jest chorobą, a martwienie się złem
jest chorobą samą w sobie. Nawet żal i wyrzuty
sumienia... mogą być jedynie chorymi impulsami.
Skierujmy
się teraz ... ku tym osobom, które nie potrafią tak
szybko zrzucić ciężaru świadomości zła, ale mają wrodzone
przeznaczenie, by z powodu jego obecności cierpieć. ... są
różne poziomy patologicznego umysłu... są
ludzie, dla których zło oznacza jedynie niewłaściwe
nastawienie do rzeczy, błędną odpowiedniość
między czyimś życiem a otoczeniem. Zło takie jak
to jest uleczalne... albo to przez zmianę siebie, albo rzeczy,
lub – jednego i drugiego jednocześnie. Są inni, dla
których zło jest... nieprawidłowością lub
wadą w [ich] podstawowej strukturze, której nie może
uleczyć żadna zmiana w otoczeniu czy też powierzchowne
przeorganizowanie wewnętrznej osobowości i które
wymaga lekarstwa nadprzyrodzonego. Ogólnie biorąc, rasy
łacińskie skłaniały się bardziej w
kierunku tego pierwszego sposobu pojmowania zła, ...podczas gdy
rasy germańskie miały tendencję do myślenia
raczej o Grzechu w liczbie pojedynczej i z wielkiej litery, jak o
czymś zakorzenionym w naszej naturalnej podmiotowości w
sposób nie dający się wykorzenić, czymś,
co nigdy nie będzie usunięte przez jakiekolwiek
powierzchowne i fragmentaryczne działania.
„...
mówimy generalnie o progu ludzkiej świadomości, żeby
wskazać na ilość hałasu, presji, czy
innych zewnętrznych bodźców, które ona znosi,
by w ogóle pobudzić swoją uwagę. Ten z wysokim
progiem będzie drzemać przy takiej ilości hałasu,
przy którym ktoś z niskim progiem obudziłby się
natychmiast. Podobnie, kiedy ktoś jest wrażliwy na małe
różnice w dowolnej klasie wrażeń, powiemy, że
ma niski „próg różnicy”. Jego umysł
z łatwością przekracza ten próg ze świadomością
wspomnianych różnic. Dokładnie tak moglibyśmy
mówić o „progu bólu”, „progu
lęku”, „progu nieszczęścia” i
odkryć, że przez świadomość niektórych
jednostek jest on szybko przekraczany, a u innych leży zbyt
wysoko, by ich świadomość mogła go dosięgnąć.
Jak
wyraził to Goethe: ”Nie powiem nic przeciwko mojemu życiu.
Ale w rzeczywistości było ono wyłącznie bólem i
ciężarem i mogę zapewnić, że podczas mojego
całego 75-letniego życia nie doświadczyłem ani
razu czterech tygodni prawdziwie dobrego samopoczucia. Tylko
nieustanne toczenie kamienia, który trzeba wciąż od
nowa podnosić”.
A
Martin Luther powiedział: „Jestem zupełnie znużony
życiem. Dlatego modlę się, żeby Bóg
bezzwłocznie przyszedł i zabrał mnie... wolałbym
poświęcić swoją szansę na Raj, niż żyć
czterdzieści lat dłużej”
Jedyną
ulgą, jaką może przynieść „zdrowe
nastawienie” jest: 'Stek bzdur! Wyjdź na powietrze!